niedziela, 18 stycznia 2015

#It hurts know that you're happy... 1.0



- Heeej! - z głośnym hukiem spadając ze schodów wylądował na mnie Michael. Tak, ten Michael. Michael Clifford. Nasuwa się pytanie: "Co ja robię w jego życiu?"
Pff.. Sama chciałabym to wiedzieć... To był przypadek...
-Mamo wychodzę - krzyknęłam głośno trzaskając drzwiami. Szłam na kolejną przechadzkę po okolicy. Zbiegłam po schodach, rozplątując po drodze kabelki od moich czerwonych słuchawek. Wsunęłam na nos czarne Ray Bany i ruszyłam przed siebie z dudniącą w uszach piosenką "TNT" znakomitego, rockowego zespołu... AC DC!!!!
Tak, wiem... Dziewczyna słuchająca hard rocka... Niecodzienny widok.
- Uważaj jak łazisz - burknęłam, kiedy wpadł na mnie jakiś chłopak.
- Cicho! Uciekaj! - wtedy zauważyłam biegnące za nim jakieś trzydzieści piszczących i płaczących dziewczyn.
- Czyżby byłe cię goniły? - powiedziałam niemiło.
- Zamknij ryj i biegnij - pociągnął mnie za sobą. Zatkało mnie, ale posłusznie ruszyłam za nim. Byłam dobrą sprinterką, dlatego zgubiliśmy ich w ciągu 15 minut. Zatrzymaliśmy się głośno dysząc.
- Teraz m wytłumaczysz co to było- wycelowałam w niego oskarżycielsko palcem.
- Fanki - wzruszył ramionami jak gdyby nigdy nic. Przyjrzałam mu się uważniej. Te włosy, oczy... Skądś go kojarzę. Strzeliłam głośnego palmface'a.
- Znam cię - chłopak zaśmiał sie.
- No to miło... Ale tak jakby ja nie wiem kim ty jesteś. - podrapał się po karku.
- Ah, no tak - strzeliłam drugiego palmface'a ale tym razem tylko w myślach.
- A więc...?- przeciągnął chłopak a ja przyłapałam się na tym że się w niego wpatruję.
- [T.I] jestem. - przedstawiłam się nie chcąc wyjść na jeszcze większą idiotkę.
- Ładnie - wyszczerzył się Michael.
- Ey Clifford, nie pozwalaj sobie - szturchnęłam go przyjacielsko w ramię.
- Zapraszam - chłopak otworzył przede mną drzwi. Popatrzyłam na niego zdziwiona.
- No jakby nie było jesteśmy dość daleko od miejsca w którym się znaleźliśmy a poza tym sądząc po tym że mnie rozpoznałaś, to jesteś naszą fanką i NIE WIERZĘ że nie chcesz poznać reszty zespołu - wyszczerzył się.
- A skąd wiesz że jestem fanką? Może akurat was hejtuję i stąd cię znam? - spytałam go. Mina mu zrzedła.
- Żartowałam, uwielbiam was - poczochrałam go po włosach.
- To co jedziemy? - chłopak posłał mi najpiękniejszy uśmiech na świecie.
- Jasne - odpowiedziałam.
- OMFG!!! Jestem taka podekscytowana!! Wreszcie poznam najseksowniejszego chłopaka na tym świecie!! - zaczęłam piszczeć.
- Ekhem. Mnie już poznałaś - zaśmiałam się.
- Mówię o Ashtonie!
- Nieprawda!
- Prawda!
- Kot!
- Co? - zbaraniałam.
- Nic. - chłopak wzruszył ramionami.
Popatrzyłam na niego dziwnie.
- Okeeejjj... - przeciągnęłam.
- Wchodź - przekręcił klucz i wpuścił mnie do domu.
- Chłopaki! Chcę wam kogoś przedstawić - wrzasnął i po chwili przede mną w równym rządku ustawiła się reszta 5sos.
- Ash! - rzuciłam się z piskiem blondynowi na szyję przez co wylądowaliśmy na kanapie.
- Rozumiem, że chcesz się znaleźć ze mną w łóżku ale myślę, że będzie nam lepiej bez świadków - mruknął cicho do mojego ucha.
- Ey no! Mnie tak nie przywitałaś - fochnął się Mikey.
- Bo to Ash - wzruszyłam ramionami jakby to było banalnie proste.
- Dobra, więc ja jestem [T.I] a was znam więc nie musicie się przedstawiać. - uśmiechnęłam się.


- Halo! Ziemia do [T.I] - Mikey pstryknął mi palcami przed nosem.
- Czemu się zamyśliłaś? - spytał zaciekawiony.
- Wspominałam nasze pierwsze spotkanie.
- Oh yeah... Jak cię tylko zobaczyłem to wiedziałem, że się zaprzyjaźnimy.
- Chyba raczej jak na mnie wpadłeś - zauważyłam złośliwie.
- Oj tam oj tam - zaśmiał się.
- Dziękuję za to że jesteś - przytuliłam go mocno - Kocham Cię bracie.
- Ja ciebie też siostrzyczko... Ja ciebie też...

Przecież losem rządzi przypadek?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz