poniedziałek, 9 lutego 2015

niedziela, 8 lutego 2015

#Ashton Irwin 0.2

Dwie sprawy.
1. 2 komentarze = następna część
2. Piszcie czy w 3 części ma pojawić się scena +18

Dziękuję za 400 wyświetleń. Boli, że jest tak mało komentarzy, dlatego patrzcie punkt 1.

Yah! Wygrałem. Pokazałem mu, że nie zawsze to on będzie na pierwszym miejscu.
- Brawo! - Clifford syknął podnosząc się z podłogi - Widać nie jesteś aż takim chujem i umiesz się bić.
- Oh, dziękuję - teatralnym gestem skłoniłem się przed Michaelem.
- Dobra ludzie! - wrzasnąłem.
Wokół zrobiło się cicho.
- Zapraszam wszystkich do klubu świętować moje zwycięstwo!!! Dzisiaj pijecie na mój koszt!!! - odpowiedział mi głośny wrzask.
Wszyscy w tym miejscu lubili się napić. A co dopiero za darmo.
Wsiadłem do mojego auta po drodze zgarniając jakąś dziewczynę, i ruszyłem do "Anacondy".
Z głośników dobiegała piosenka... Ummm... W zasadzie nie pamiętam tytułu, heh.
- Wysiadaj - warknąłem w stronę dziewczyny nie zaszczycając jej spojrzeniem. Żadna dziwka nie jest warta mojej uwagi poza chwilą, kiedy robi mi loda. Tak było, jest i będzie.
- Siema! Gratuluję stary! - podbiegł do mnie Hood skacząc niczym piłka. Mimowolnie uśmiechnąłem się. Niezależnie od nastroju on sprawiał, że kąciki moich ust unosiły się ku górze. To było w zasadzie jeszcze dziecko, ale wysoko cenione jako diler. No bo kto by pomyślał, że taki mały, wesoły Calum przenosi Marihuanę? Nielogiczne, prawda?
- Dzięk Cal - poklepałem go po ramieniu.
- Chodź się napić mistrzu - Hemmings zaciągnął mnie do stolika gdzie siedziała reszta gangu. Odebrałem gratulacje i groźby, pogadałem chwilę z McVey'em i ruszyłem do baru.
- Co podać? - spytała barmanka, nachylając się tak, abym mógł zobaczyć jej dekolt. No nie powiem, całkiem, całkiem. Ale to ciągle za mało aby postawić mnie na baczność.
- Trzy razy Mojito - wiedziałem, że moi kumple także się napiją drinka. Wróciłem do stolika, gdzie na blacie jakaś dziewczyna uprawiała striptiz. Rozsiadłem się wygodnie przyciągając do siebie niemal nagą brunetkę. Patrzyłem jak nieletnia dziwka kręci tyłkiem przed moim nosem i czułem rozruch w spodniach.
- Oh, widzę, że ktoś ma problem - dziewczyna zeszła ze stołu i usiadła na mnie okrakiem.
- Pomóc ci? - spytała poruszając szybko biodrami. Doprowadzało mnie to do szaleństwa. Jęknąłem. Brunetka wstała.
- Widzimy się za godzinę - puściła mi oczko i wyszła z klubu.
Jeszcze 60 minut. Wytrzymam.
- Stary. Pijemy! - wiedziałem że i tak się nachlejemy więc czemu nie?

sobota, 7 lutego 2015

#Ashton Irwin 0.1

Nigdy nie byłem typem faceta, który chciał stałego związku. W moim życiu kierowałem się zasadą dwóch Z. Zalicz, zostaw. Proste, i co najważniejsze - nieograniczające.
Właśnie kierowałem się w stronę lady w klubie, za którą stała ubrana w o trzy rozmiary za małą spódnicę barmanka. Kiepska była, wystarczyło jedno spojrzenie. Wolałem kobiety o które trzeba zawalczyć. Nie takie które dają na prawo i lewo, a już tym bardziej kiedy chcą ci zapłacić, za to byś się z nimi przespał (były takie przypadki uwierzcie!).
W sali roznosił się smród alkoholu zmieszanego z potem. Ohyda... Normalnie już dawno bym opuścił tą dziurę, ale dzisiaj koniecznie potrzebowałem pocieszenia. Po tym jak doszło do awantury z Brooksami muszę się odstresować. Znowu mieli pretensje o zły towar. Ale to przecież nie moja wina, ja tylko odbieram to od Devina i dowożę jednemu z braci. I tyle!
- Hej - obok mnie usiadła dziewczyna. Popatrzyłem na nią. Brzydka, ubrana w ciuchy siostry z kilogramem tapety na twarzy. Rzygać mi się chce...
- Pa - rzuciłem zirytowany wyglądem dziewczyny. Jak kobieta może doprowadzić się do takiego stanu? Zazwyczaj inni mnie nie obchodzą ale też są jakieś granice tego co mogę tolerować, no nie?
Ale w zasadzie ja jestem mało tolerancyjny. Nie cierpię kiedy ktoś dotyka mojego auta, moich włosów, mojej perkusji. Śmieszy mnie, kiedy dziewczyny wyobrażają sobie mnie jako ojca ich dzieci.
Nie miałem ochoty dłużej patrzeć jak ludzie utapiają swoje życie w szklance Jacka Danielsa z kostkami lodu. Wybiegłem z klubu szarpiąc się  z kluczykami od samochodu.
Ruszyłem w dobrze znane mi miejsce. Stara, opuszczona fabryka w Melbourne. Idealne miejsce na nielegalne bójki, prawda? Zatrzasnąłem delikatnie drzwiczki od mojego Lamborghini i ruszyłem na halę, po drodze zdejmując koszulę i rzucając ją jakiejś napalonej lasce.
- O! Irwin. - usłyszałem ten irytujący głos.
- Clifford. Michael Clifford. - syknąłem przez zaciśnięte zęby.
-Brawo. Pamiętasz mnie! To dobrze. Będziesz wiedział kogo masz błagać o litość - oddalił się, a ja patrzyłem w ślad za niebiesko-fioletowo-czarną czupryną. Muszę przyznać, że robiła wrażenie. Otrząsnąłem się. Uspokój się Ash, to dupek. Tak wiem, wysoki poziom inteligencji.
- Dobra. Jedyną zasadą... - głos 'sędziego' docierał do mnie jak przez mgłę. Patrzyłem w zielone oczy naprzeciwko mnie, wypełnione nienawiścią, chęcią urwania mi jaj, wykastrowania itd. Wiedziałem, że to będzie trudna walka.

/**/**/**/**/**|**\**\**\**\**\
Mocny cios. Za mocny do obrony. Poczułem jak liny uginają się pode mną kiedy uderzyłem ciałem o słup ringu. Zabolało.
Weź się w garść, Irwin.
Zebrałem się w sobie. Wymierzyłem jedno mocne i krótkie uderzenie. Perfekcyjnie. Zobaczyłem ciało Clifforda na podłodze i wyszczerzyłem zęby.
WYGRAŁEM!!!

****
Tą część zapewnie większość pominie, ale proszę przeczytaj.
1. Dziękuję za 300 wyświetleń. To wspaniałe.
2. Dziękuję za wszystkie miłe słowa. Zarówno w komentarzach jak i na Facebooku.
3. Polecajcie mojego bloga :)
4. KOMENTUJCIE bo inaczej będę zmuszona zawiesić.
Już nie przynudzam.
HAVE A GOOD NIGHT EVERYONE! xx

piątek, 6 lutego 2015

#Bradley Will Simpson

Kręcone włosy. Ahhh... I te oczy... Jestem taki przystojny agh... Nosz kurde nie wytrzymam! Muszę przytulić tego seksiaka w lustrze. Ocknąłem się w momencie, w którym uderzyłem klatką piersiową o taflę szkła. Gwałtownie odskoczyłem czując zimno rozchodzące się po moim ciele.
- Znowu Brad? - do pokoju bez pytania wparował Connor. Byłem wściekły na niego za to wchodzenie bez uprzedzania. A gdybym był zajęty... CZYMŚ?! To nie byłoby miłe... Chłopak widząc moją naburmuszoną minę zaśmiał się cicho.
- Oj już nie bądź zły - wsadził dłoń w moje włosy i ruszył ręką na boki. Czekaj. On. Zniszczył. Moją. Fryzurę. Moją.
- Ty geju! Nie żyjesz! - rzuciłem się na niego. On przestraszony moim nagłym ruchem podskoczył i pisnął. Chwilę później biegałem za nim po całym naszym mieszkaniu.
- Dopadnę cię pedale! - wrzasnąłem kiedy basista zniknął w swoim pokoju zamykając mi drzwi przed nosem.
- Brad. Zjedz snickersa. Kiedy jesteś głodny, zaczynasz gwiazdorzyć - obok mnie jak spod ziemi wyrósł James, trzymający w ręce mały, słodko-słony, oblany czekoladą smakołyk. Przewróciłem oczami, ale posłusznie wziąłem od niego batonik, odwijając lekko szeleszczące opakowanie. Powoli wgryzłem się w karmelową masę z orzechami. O tak... Tego mi było trzeba... Czułem smak na moim języku. Ugryzłem drugi raz... Ahh... Otwarłem przymknięte do tej pory oczy i zostałem obdarowany rozbawionym spojrzeniem ze strony Jamesa.
- Lepiej?
- Lepiej - przytaknąłem i wróciłem do swojego pokoju. Zatrzymałem się przed lustrem, które nosiło ślad po mojej sylwetce. Normalka.
- Conn! - zawołałem wsłuchując się w ciszę przed drzwiami. Na korytarzu rozległy się kroki, stopniowo narastając w miarę zbliżania się chłopaka.
- Co, już się odgejowałeś? - Con zaśmiał się. Przewróciłem oczami. Koledzy często wypominali mi moje niezwykle wyrafinowane wyzwiska.
- Dobra, zluzuj - znowu zachichotał kiedy zauważył moją naburmuszoną minę. Znowu poczułem jego rękę mierzwiącą moje włosy.
Wara. Od. Moich. Włosów.
- Aghr - warknąłem.
- Po co mnie wołałeś? - blondyn nonszalanckim ruchem oparł się o futrynę drzwi od łazienki, w której poprawiałem fryzurę, którą dwie minuty temu zdemolował.
- Idziemy na deskę? - rzuciłem zaczesując włosy do góry. Uśmiechnąłem się do mojego odbicia.
- Słuchasz mnie wogóle? - Connor prychnął ze śmiechem.
- Co?? A... Tak. Co mówiłeś? - posłałem uroczy uśmiech w jego kierunku.
- Tak.
- No to super - klasnąłem w dłonie i ruszyłem do garażu po deskę.
- Jedziemy.

#5 Seconds Of Summer


- Wchodzicie za 3... 2... - wysoki mężcyzna ze słuchawkami na uszach, zatrzymał się obok nas. Poczułem jego dłonie na moich barkach i chwilę później zostałem brutalnie wypchnięty na scenę.
Zatoczyłem się i mało brakowało a zaliczyłbym glebę ze sceny. Teoretycznie nie byłoby w tym nic złego, poza faktem, że fanki by mnie rozebrały. Dosłownie.
Odkąd pokazałem swój "kaloryfer" na plaży w Melbourne, codziennie dostaję całkiem sporo różnych propozycji. Taaak... Zdecydowanie, mam w czym wybierać.
Boże, o czym ty myślisz Mikey... Pokręciłem z niedowierzaniem głową.
Tsaa... Wiem, dziwny jestem.
Teraz już na spokojnie, a przynajmniej tak mi się wydawało, ruszyłem na scenę.
Ale oczywiście, ja to ja - zaplątałem się w kabel od mojej gitary i wylądowałem na czarnej podłodze. Nieznacznie poruszyłem nogą, budząc śmiech zarówno w zespole, fanach jak i operatorach kamer.
No ale śmieszne. Ha. Ha.
Podniosłem się, otrzepując niewidzialny pyłek z moich czarnych rurek.
- Witajcie. Jak już wiecie, jest to pierwszy koncert tego typu. W tej urnie - wskazałem na ogromne pudło - znajdują się nazwiska 24 osób. Jedna z nich spędzi z nami cały jutrzejszy dzień - odpowiedziały mi głośne piski. No tak, w końcu każdy pragnie spędzić ze mną te 24 godziny.
- Werble proszę! - Luke wczuł się w rolę i zamknął oczy. Jego ręka chwilę błądziła, szukając tej jedynej karteczki, aż w końcu wyciągnął świstek. Ten mały kawałek papieru był obiektem marzeń każdego osobnika znajdującego się tutaj, na Torwarze (czekamy! XD).
Blondyn rozwinął karteczkę i zbliżając mikrofon do ust odczytał dwa wyrazy
- Lucy Grey - usłyszałem jęki zawodu i zauważyłem brunetkę usiłującą dostać się na scenę. Trąciłem łokciem ochroniarza, wskazując mu na dziewczynę. Mężczyzna na szczęście zrozumiał o co mi chodzi i po chwili Lucy stała obok mnie.
- Cześć Michael - przytuliła mnie a potem podeszła do pozostałej trójki. Widziałem jak rozmawia z Ashtonem. Chłopak zaśmiał się i pokiwał z rozbawieniem na tak. Zastanowiło mnie to. Po chwili do dziewczyny podszedł jeden z tych gości co w czasie naszego koncertu stoją i nic nie robią, a zwą się dźwiękowcami. Patrzyłem jak zakłada jej słuchawki. To nie jest normalne. W końcu to nie... Zaraz, czekaj! Co?! On oddał jej pałeczki, JEJ? Osobie której nie zna? Zaraz! Ona siada za perkusją! LOl, będzie grać! Byłem mocno zdziwiony. Ash nigdy nie pozwalał nikomu poza Devinem zbliżać się do "cudu".
-Dobra! - Ashton pojawił się obok nas z gitarą w ręce.
- Powitajcie naszą nową perkusistkę! - z tłumu dobiegły piski.
Dziewczyna usmiechnęła się do perkusisty i zaczęła grać.
Bez problemu rozpoznałem piosenkę. Long Way Home, heh. Trzeba przyznać, że dziewczyna ma talent. Szczerze mówiąc, to nie widziałem różnicy pomiędzy nią a Ashtonem. Ale lepiej żeby on o tym nie wiedział... A właśnie,  propo Asha. Spojrzałem na chłopaka. Stał w miejscu z otwartą buzią i wpatrywał się w Lucy.
- Take me back to the middle nowhere - dopiero głos Luke'a przywrócił go do rzeczywistości i zaczął grać.
- Brawa dla Lucy!!! - wrzasnął na koniec piosenki.
Usłyszeliśmy w odpowiedzi taki hałas, że... No, wiecie co mam na myśli. Dziewczyna z uśmiechem podeszła do Ashtona i wręczyła mu pałeczki, chwilę później przybijając żółwika. Widziałem jak stawiając małe kroki znika ze sceny odprowadzana przez Ashtona wzrokiem. Uuuu... Ktoś tu się zakochał. Popatrzyłem na Asha. Przyłapany przeze mnie na podglądaniu koleżanki, zarumienił się.
- Zaraz wrócę - powiedział i zniknął na backstage'u. Kiedy za perkusją usiadł Josh, zrozumiałem, że będzie to nieco dłuższy odcinek czasu.
Hmmm... Mam nadzieję, że jeszcze nie zostanę wujkiem...

środa, 4 lutego 2015

#The Vamps

Środek zimy w Londynie.
Marzenie wielu osób.
Niestety, muszę was zawieść. Szczęśliwi ludzie chodzący po parku obsypanym białym puchem - to mit. W rzeczywistości śnieg jest brudny, porozjeżdżany przez kursujące taksówki. Ludzie są przemoknięci i warczą pod nosem na wszystkich wkoło. Nie masz co liczyć na oberwanie śnieżką od jakiegoś przystojniaka, głównie dlatego, że ich poprostu nie ma.
Taaak... Zdecydowanie to nie jest miejsce dla zwykłych ludzi.
A ja nie jestem zwykłym człowiekiem.
Supermanem także nie.
Ale mam coś, co mnie wyróżnia od innych.
Coś, co zawsze poprawia mi humor.
Mam PASJĘ.
Większość z was pewnie nawet nie wie co to pasja.
Pasja to coś co nigdy ci się nie znudzi.
Możesz to robić godzinami, a i tak nie masz dość.
Moją pasją są łyżwy.
Dlatego Londyn dla mnie jest wspaniałym miejscem.
Nawet teraz, o godzinie 3 nad ranem, kiedy idę w kierunku lodowiska. Drżącymi z zimna (a może strachu?) dłońmi przekręciłam skradziony dozorcy klucz w drzwiach wejściowych. Odetchnęłam z ulgą gdy zamek przeskoczył, informując o usunięciu blokady. Cicho stawiając kroki przeszłam do szatni, gdzie ściągnęłam kurtkę i założyłam łyżwy. Idąc po gumie w kierunku lodowiska rozplątywałam kabelki od słuchawek. Cisza na lodowisku zazwyczaj była nieznośna.
Zazwyczaj?
A czemu dzisiaj nie?
Otóż... Problem w tym, że dzisiaj nie było cicho.
Wręcz przeciwnie.
Z idealnie płaskiej taflii słychać było głośne śmiechy.
- Ekhem - ktoś za mną odchrząknął. Podskoczyłam gwałtownie, tracąc równowagę i lądując w ramionach tajemniczego ktosia.
- Ykhm... Dzięki - powiedziałam do chłopaka, bo tyle mogłam zauważyć w trakcie mojego lotu.
- Connor jestem - przedstawił się.
- Sara - przytulił mnie lekko i ruszyluśmy na lód.
Po tafli zgrzytały już trzy pary hokejówek. Przyjrzałam się uważniej chłopakom wariującym po taflii.
Ten z loczkami jest charakterystyczny... Palnęłam się otwartą dłonią w czoło. Niestety... Mój geniusz wyłączył mi zdolność kojarzenia faktów. Naprawdę! Jak wchodzisz na lodowisko, to zajmuj się tylko i wyłącznie tym, gdzie stawiasz nogi.
Jak już mówiłam...
Wylądowałam na tyłku przed The Vamps. Przed zespołem, na widok którego miliony dziewczyn na świecie mdleje.
A ja sobie jeżdżę przed nimi na tyłku.
- Dzięki Bradley - wstałam korzystając z pomocnej dłoni chłopaka.
- Ej to ty nas znasz? - ConCon był zdziwiony.
- Tak jakby... Jesteście na każdym plakacie w okolicy - odepchnęłam się.
- A co ty tu robisz? - spytał zaciekawiony James jadąc tyłem przede mną.
- Uważaj - rzuciłam rozbawiona kiedy wjechał w bandę.
- Nie odpowiedziałaś - wyrzut w jego głosie był bardzo dobrze słyszalny.
- Jeżdżę.
- Tyle to wiem - McVey przewrócił oczami - Chodzi mi o to jak się tu dostałaś
- Mam klucz.
- Wolę nie wiedzieć skąd.

Jeździliśmy jeszcze dwie godziny i trzeba było uciekać przed otwarciem.
- Dasz mi twój numer? - spytał James.
- Jeśli mamy się jeszcze spotkać, to połączy nas PASJA.

****---++*****+'&":+&
Kiepski ale pisany.... Jest konkretnie 2:33 i... Wiem ze sie tego nie spodziewałaś Ewa, ale jak mnie zostawiłaś to cóż :'c
ENJOY xx

+O Bosz.... Rozwala mnie to zdjęcie... Idioci :*

wtorek, 3 lutego 2015

#Luke Hemmings

Razem z moją przyjaciółką łaziłam po galerii. Ona szukała ciuchów a ja tego jedynego, a raczej tej jedynej. Nie, nie jestem homo. Szukam gitary.
Jęknęłam cicho kiedy Jane wydała z siebie pisk świadczący o kolejnym "cudeńku które koniecznie musi mieć". Co z tego, że w ręce miała już 50 takich torebek. Zawsze może mieć 55.
Na szczęście obok zauważyłam muzyczny. Riff* - jeden z lepszych sklepów w okolicy. Zmyłam się z jakiegoś butiku. Lol ile można??
Na wystawie stała ona.
Moja piękna...
Tak cudownie błyszcząca...
Moja nowiutka gitara C. Giant
Czarno białe cudo...
Ahhhh...
Weszłam do sklepu gdzie z głośników dobiegała piosenka Nirvany "Rape me". Nuciłam cicho pod nosem.
- Oh przepraszam. - wpadłam na chłopaka, który trzymał w rękach gitarę. MOJĄ gitarę. Popatrzyłam na witrynę.
- Nie - jęknęłam. Była pusta.
- Czy... Czy ty - jąkałam się - za... Zamierzasz ją kupić? - przełknęłam głośno ślinę.
- Tak.
Mój świat się załamał. Jak to?! Czyli te 4h na nic?
- Ale jak chcesz... To ci ją oddam - zaoferował się - myślę że Michael - wskazał na chłopaka oglądającego wraz z innym perkusję - nie będzie miał nic przeciwko. A zresztą - machnął ręką - chodź ze mną - pociągnął mnie za rękę.
- Mikey - niebieskowłosy odwrócił się.
- Tak Luke? - Michael miał śliczne oczy. Jasnozielononiebieskie.
- Ta piękna dziewczyna - jasnozielononiebieskooki obdarzył mnie uśmiechem - pragnie zakupić tą gitarę.
- Hmmm... Jestem Ashton - rzucił mimochodem chłopak z pałeczkami w ręce.
- Boże... Miszcz zmiany tematu - westchnął brunet który właśnie do nas podszedł.
- A tak btw. Calum jestem - przytulił mnie. Przez koszulkę czułam mięśnie chłopaka.
- A te debile to: od lewej Luke Ashton i Michael, który odda ci gitarę w zamian za twój numer telefonu.
- Aż tak przewidywalny jestem? - zdziwił się.
- Trochu
- No okej... To jak? Umowa stoi? - spytał Michael.
- Stoi - przytaknęłam.
- Mi też - powiedział Ash. Czyli już wiemy kto jest tym zdemoralizowanym.
- Zbok - skwitowałam.
- O mój Boże! - usłyszałam pisk.
- To 5sos! - około 20 dziewczyn rzuciło się na 4 chłopaków.
- Uciekaj - Ashton złapał mnie za rękę i zaczął biec do wyjścia. Na parkingu czekał czarny van, do którego zostałam gwałtownie wepchnięta.
Po chwili dołączyła do nas reszta. Zdyszani i spoceni wpadli do busa wywalając się na sobie. Patrzyłam na nich z zaciekawieniem.
W końcu nie na codzień spotyka się fejmy które w dodatku, jakby nie patrzeć, porywają cię.
- Moja gitara - przypomniałam sobie.
- Spokojnie. Mam ją - Luke potrząsnął pokrowcem trzymanym w ręce.
- Ale ja nie zapłaciłam - zaprotestowałam, kiedy chłopak mi ją wręczył.
- Cicho siedź i dziękuj Michaelowi, bo to on płacił.
Popatrzyłam z wdzięcznością na chłopaka, który się uśmiechał.
- Długo grasz? - Luke był wyraźnie zainteresowany, gdyż przekrzywiał głowę w charakterystycznym geście zaciekawienia.
- Jakieś siedem lat. Ale jestem samoukiem, więc nie gram najlepiej - uśmiechnęłam się patrząc mu w oczy. Wogóle ich nie znałam, ale jednego byłam pewna. Mieli niesamowite oczy. Luke posiadał błękitne przy źrenicy tęczówki stopniowo przechodziły w ciemny, niemal czarny granat.
- Będzie okazja - Luke zaśmiał się - żeby ocenili cię profesjonaliści.
- Wysiadamy! - zarządził, kiedy samochód zatrzymał się pod biurowcem.
Pomału opuściłam pojazd i przeskakując co drugi schodek stanęłam przed szklanymi, rozsuwanymi drzwiami.
- Czemu nie wchodzisz? - obok mnie pojawił się Luke, powodując otwarcie się drzwi.
- Czekam na was - uśmiechnęłam się niemrawo. Nie wiedziałam co oni szykują, to właśnie niewiedza zatarła moją pewność siebie.
- Spokojnie nikt cię nie zabije - Luke potarł dłońmi o moje ramiona próbując mnie uspokoić, jednak jego gest wywołał u mnie wyłącznie gęsią skórkę i motylki w brzuchu. Istne zoo.
- Witam, czym mogę służyć? - kiedy tylko przekroczyliśmy próg, podszedł do nas. Luke wdał się z nim w pogawędkę, ja natomiast oddałam się temu co kocham - obserwacji. Ogólnie, biurowiec mimo nowoczesnej konstrukcji z wewnątrz nie wyglądał na dzieło XXI wieku.
- Idziesz? - Luke zatrzymał się w pół kroku. Popatrzyłam na niego i kiwnęłam głową, kierując się pomału w jego stronę.
- Po co my tu jesteśmy? - spytałam szeptem.
- Załatwiam ci przesłuchania do collegu muzycznego - chłopak był rozbawiony - A poza tym, nie musisz mòwić szeptem.
- Oj cicho siedź! - uderzyłam go w ramię, na co załkał.
- Jesteśmy - chłopak, jak na dżentelmena przystało, otworzył przede mną drzwi. W tym momencie wolałabym, aby to on pierwszy pojawił się w pokoju w którym aktualnie się znajdowałam.
- Dzień dobry - przywitałam się. W końcu niezależnie od humoru trzeba zachować kulturę.
- Witaj - mężczyzna siedzący za biurkiem posłał mi ciepły uśmiech i poprawił się na krześle.
- Jestem Fred Clarkson, aktualny dyrektor szkoły Westmindter High School.
- Cześć - Luke przywitał się ze starszym o co najmniej 50 lat mężczyzną jak z kolegą.
- Oh, witaj drogi chłopcze - Fred przytulił mojego 'znajomego'.
- A więc tutaj masz papiery do wypełnienia - podał mi plik kartek - Egzaminy są 26 lutego, czyli masz równo miesiąc.
- Dziękuję - pożegnałam się z Clarksonem skinięciem głowy i wyszłam.

*****26.02*****
- Luke! Zdałam! - pisnęłam, rzucając się na roześmianego blondyna.
- Mówiłem ci od samego początku - wystawiłam mu język. Teraz naprawdę byłam szczęśliwa.
- Dziękuję - szepnęłam wtulając się w niego.
- Nie masz za co mi dziękować - poczułam jak klatka piersiowa chłopaka drga kiedy usiłował stłumić śmiech.
- Jesteś niemożliwy - odsunęłam się od niego kręcąc głową z niedowierzaniem.
- Chodź musimy to uczcić - pociągnął mnie za rękę.
- Lody u Misia Koali w lutym? - zaproponował.
- Z tobą zawsze.

-----
* GORĄCO POLECAN TEN SKLEP JEST ZAJ****Y W PIĄTEK PRZYWIOZĄ MI MARSHALLA DO DOMU *-*
A teraz
Enjoy xx

poniedziałek, 2 lutego 2015

#Calum Hood

Krzyk. Wrzask. Wrzawa tłumu...
Ciągle nie mogę się przyzwyczaić... Przecież jestem tylko zwykłym chłopakiem. Ani wybitnie przystojny ani utalentowany. Co innego reszta... Przecież Ashton jak zacznie wywijać tymi pałeczkami to jest w stanie rozwalić bęben (przyp. aut. taka sytuacja miała miejsce XD), Luke wczuwa się w to co gra, a Michael... A Michael to po prostu Michael. Wiecznie rozbiegany, roześmiany i pełny energii. I wśród nich taki ja. Calum Hood...
- Cześć Cal - obok mnie usiadł Ash - znowu deprecha?
Przytaknąłem. Podobne myśli męczyły mnie odkąd zerwałem z Lizz.
- Wiesz że to nieprawda. Gdybyś był niewybitny to nikt by cię nie wybrał. Jesteś genialny. Grasz na basie jak nikt inny a śpiewasz tak że tylko pozazdrościć - tak. Ashton był zdecydowanie tym najweselszym.
- Dzięki bracie - uśmiechnąłem się do niego.
Perkusista poklepał mnie po ramieniu.
- Chodź i daj wycisk publice razem z nami - obok naszej dwójki pojawił się Luke i Michael.
Uśmiechnąłem się do nich.
Bo przecież jestem dobry, prawda?
- 3... 2... 1...
Wyskoczyliśmy na scenę grając "What I like about you". To było wspaniałe. Grać i widzieć jak publika szaleje razem z tobą.
- Cześć! - odpowiedział mi głośny pisk.
- Jesteśmy 5 seconds of summer - kontynuował Luke
- I cieszymy się że tu z nami jesteście - zakończył Michael.
- Aha. Czyli ja już nie mam nic do powiedzenia! - obraził się Ash.
- Ups - zaśmiałem się.
- I ty Calumie przeciwko mnie? - oburzył się.
Pokręciłem głową z rozbawieniem.
- Pierwszą piosenką jaką zagramy będzie "Beside You" - odwróciliśmy się. Ashton zamiast zacząć grać, układał pasjansa na perkusji.
- Ash - Luke spojrzał na niego z wyrzutem.
- No co? Pasjansa układam - odparł do mikrofonu.
- Widział ktoś dwójkę serce? Gdzieś mi się zapodziała - zaczął szukać.
- Josh! - krzyknąłem do mikrofonu.
Chwilę później na scenie pojawił się perkusista 1D band.
- No dobra już gram - Ash zaczął wybijać rytm na perkusji.
- Dzięki - zaśmiałem się a Josh pokazał kciuki w górę i zniknął.
- Byliśmy 5sos! Teraz przed wami.... One Direction!!! - Luke z mikrofonem obrócił się ku wchodzącemu na scenę 1D.
Przybiłem żółwika z Niallem.
- Było świetnie - uśmiechnął się i zeszliśmy ze sceny.

Bo to wspaniałe mieć przyjaciela. A co dopiero trzech, ba! Nawet dziesięciu! To wspaniałe.

                          Wasz Calum xx

Zamknąłem klapkę od laptopa i z uśmiechem położyłem się spać. Do jutra pewnie będzie 29 tys komentarzy pod moim postem, ale ja nie zamierzam ich czytać. W końcu mam przyjaciół...

Bo mieć innych ludzi wokół siebie jest fajne
I sprawia, że wszystko jest lepsze....



----
Krótko: miał być rano, ale...
Ja + moi kuzyni na lodowisku + przyszła nowa gitara + byłam na próbie sprzętu = totalne zakręcenie :)
KOMENTUJCIE!

#Michael Clifford

Uwaga! Rozdział zawiera wulgaryzmy! Czytasz na własną odpowiedzialność!




Tak! Tak!
- 21 maja! - wpadłem do domu z wrzaskiem. Z pokoju wyszedł Ashton w samych bokserkach. Gdybym był dziewczyną pewnie by mi stanął.
- Gdybyś był dziewczyną nie miałoby ci co stanąć - Ashton spojrzał na mnie z rozbawieniem. Zaraz czekaj, co?! Powiedziałem to na głos?!
- Tak. Powiedziałeś - chłopak był już bardzo rozbawiony, ba! Tarzał się po podłodze.
- Chyba muszę nad tym popracować - wyszczerzyłem się do kumpla.
- Musisz - był roześmiany. Za to właśne go lubiłem. Za optymizm.
- 21 maja! - wrzasnąłem ponownie.
- No dzisiaj jest 21 maja. I co z tego?
- Willis organizuje wyścigi! - krzyknąłem szczęśliwy.
- Nie pójdziesz - stanowcz stwierdził Ash.
- Niby czemu? - wkurwiał mnie. Ojca zgrywa.
- Pamiętasz jak ostatnio to się skończyło?
Przewróciłem oczami. Trochę kłopotów z policją.
- Nie zachowuj się jak dziecko. Nigdzie nie idziesz.
Przyparłem chłopaka do ściany.
- Jesteś pewien? - wysyczałem z wściekłością w oczach.
Widziałem przerażenie w jego spojrzeniu ale nie obchodziło mnie to.
- Michael - wychrypiał - Tak nie może być. Musisz się leczyć.
- Niby dlaczego? - puściłem go. Chłopak z głośnym jękiem uderzył o podłogę.
- Jesteś zbyt agresywny. Masz problemy z agresją.
- Gówno prawda - splunąłem.
- I tak pójdę na te wyścigi - spojrzałem wyzywająco Irwinowi w oczy.
- To idź. Ale nie dzwoń później z płaczem że cię psy mają - on też się wkurwił.
Jeszcze chwilę mierzyliśmy się wzrokiem po czym wyszłem.
No kurde! Co on sobie myśli?!
Zatrzymałem się koło mojego domu i pobiegłem do garażu. Tam odpaliłem moje cacko i motorem wyjechałem na ulicę.
- Cześć - rzuciłem parkując koło starej fabryki.
- Siema Mikey - moi ludzie od razu mnie obskoczyli. Cena sławy. Nie żeby mi to przeszkadzało, heheh.
- Ścigasz się z samym Willisem - Calum poklepał mnie po ramieniu. W oddali zobaczyłem Luke'a. Aha, czyli tylko Ash mnie wystawił. Zajebiście kurwa!
- Z kim jedziesz? - Jane otarła się o mnie.
- Jeszcze nie wiem - mruknąłem jej do ucha.
- Oh... W takim razie pojadę z tobą.
- Jasne - puściłem jej oczko.
- Uwaga!!! Zaczynamy wyścig!!! - wydarł się jeden z gości Willisa do megafonu.
Usiadłem na motocyklu i zaczekałem aż podejdzie do mnie Jane.
Podjechałem na linię startu, delikatnie gazując.
- Pasy!!! - wrzasnął ten sam facet.
Jak na zawołanie dziewczyny siedzące za zawodnikami wstały. Poczułem jak moja partnerka opiera się o mnie plecami i zawiązuje pas wokół mojej talii. Czułem jak jej palce delikatnie musnęły moje mięśnie na brzuchu.
- Do startu... Gotowi... Start!!!! - wystartowaliśmy. Szybko zostawiłem resztę w tle. Po chwili usłyszałem warkot drugiego motoru. Willis mnie dogania. Podniosłem przednie koło i dogazowałem. Wystrzeliliśmy do przodu ale chłopak nie dawał za wygraną.
- Pogódź się z przegraną - splunął mi pod koła i wyprzedził mnie zajeżdżając drogę.
Wkurwiłem się. Ja nigdy nie przegrywam. Poczułem napływ adrenaliny. Wygram to!!! Kurwa wygram!!!
Potem nic już nie pamiętam. Tylko pojedyncze obrazy.
Mijające światła.
Wkurwiony Willis.
Flesz.
Flaga w kratę.
Migające niebiesko - czerwone światła.
- Zsiadaj - zrzuciłem Jane z maszyny i ruszyłem zwalniając sprzęgło.
Słyszałem za sobą wycie syren. Jechałem jakieś 190 km/h więc dość szybko ich zgubiłem. Zajechałem pod dom mój i chłopaków. Poprawiłem skórzaną kurtkę i puściłem oczko do naszej 80-letniej sąsiadki. Zarumieniła się na co zareagowałem śmiechem.
- Jestem - rzuciłem kluczyki na stół po odprowadzeniu Yamahy na miejsce.
- O. Widzę że obyło się bez mojej pomocy - oh, Irwin. Jesteś taki zabawny.
- Jak poszło? - z salonu wyszła dwójka chłopaków. Czyli Cal i Luke uciekli bezpiecznie.
- Jedynka - rzucili się na mnie.
- Zajebiście kurde no! - krzyknął Cal.
- Kiedyś te wyścigi cię zabiją - Ash pokręcił z dezaprobatą głową.
- Ale póki co to twoje kiedyś nie nadeszło.
- Ale kiedy nadejdzie to nikt ci nie pomoże.
- No chodź tu do nas i jaraj się z nami - Luke go przyciągnął.
- No dobra - westchnął i przytulił się do nas.
- Po prostu się o was martwię chłopaki - poczułem jego ramiona na moich.
- Wiemy i doceniamy. Ale może spróbujesz kiedyś z nami? - zaproponował Cal.
- No jasne.
- Co się stało z tym grzecznym Ashem? - byłem zdziwiony.
- Spierdalaj Mikey. Zobaczysz, że z tobą wygram.
Pokazałem mu język. Tak wiem, bardzo dojrzale...

niedziela, 1 lutego 2015

#Jai Brooks

Ferie. Ferie. Ferie. Ferie!
Dopiero teraz dotarło do mnie to słowo w pełni znaczenia. Uśmiechnęłam się pod nosem. Ferie! Dziewczyny coś mówiły o wypadzie na zakupy... Hm... W sumie, czemu by nie?
- Cześć Kate! - przywitałam się z przyjaciółką.
- Ooo.. Hej! Poznaj Louise. Louise to jest moja przyjaciółka. - Lou była kuzynką dziewczyny. Dużo o niej słyszałam.
- To co, ruszamy?

**
Już trzecią godzinę łażę z torbami po centrum handlowym.
- Chodźmy coś zjeść - jęknęłam.
Zmęczone moim ciągłym narzekaniem, dziewczyny przytaknęły.
- Poproszę colę, frytki, nuggetsy, hamburgera, nestea, McWrap... - składałam swoje zamówienie. Na serio jestem głodna.
- 23.50£ - sprzedawca podał kwotę, a ja zapłaciłam.
Usiadłyśmy przy stoliku i zaczęłam jeść, bo 'dziewczyny się odchudzają'. Tsaaa... Jasne!
- To teraz gdzie? - spytała Kate.
- Nie... - moją dalszą wypowiedź przerwał chłopak, który potknął się o własne nogi i wywalił obok stolika.
- Nic ci nie jest? - zainteresowałam się.
- Nie. To normalne - odparł nie wstając. Obok niego pojawił się drugi brunet - zapewne jego bliźniak, byli identyczni.
Pochylił się i przez rurkę zaczął pić wylaną na podłogę przez pierwszego kawę.
Dziewczyny patrzyły na niego zniesmaczone, ja byłam zaciekawiona.
- Jestem Jai - powiedział leżący bliźniak.
- Przecież to ja jestem Jai - powiedział ten z rurką.
- Czekaj idzie reszta. Zobaczysz że to ja jestem Jai.
- Cześć. Beau jestem - rzucił brunet o najładniejszych oczkach jakie do tej pory widziałam. Musiałam mu się zbyt długo przyglądać bo spytał czy ma coś na twarzy.
- Masz najśliczniejsze oczy jakie kiedykolwiek widziałam - na serio byłam oczarowana.
- Hahah dziękuję - puścił mi oczko.
- Jai, czemu leżysz na podłodze? - spytał inny chłopak.
-Ej??? To ja jestem Jai! No heloł - Jai nr.2 był oburzony.
- Cicho siedź Luke - zgasił go Beau.
- Także ja jestem Luke - powiedział Jai.
- Czekaj. Ty nie możesz być Luke bo on pije twoją kawę. Czyli ty jesteś Jai - poinformowałam go. Moje przyjaciółki były mocno zszokowane.
- Jak często się mylicie? - byłam zaciekawiona.
- Oni nas średnio raz ma dzień, nawet Beau, nasz brat. A my siebie tylko wtedy gdy... Gdy... - zaciął się Luke i szukał pomocy u Jaia.
- Tylko wtedy, gdy podoba im się jakaś dziewczyna - z triumfalnym uśmiechem popatrzył na nich Beau.
- Nieprawda! - wrzasnął Jai zrywając się z podłogi.
- Dobra chłopaki. Wy się zaraz pozabijacie! - zachichotałam.
- My?! Niiigddyyyy... - przeciągnął Luke dając Jai'owi kuksańca w bok.
- Widziałam - pogroziłam mu palcem.
- Ale co? - zaczął udawać idiotę. W zasadzie nie musiał tego robić.
- Beauuuu.... Czy twoi bracia są normalni?
- Jacy bracia? - zrobił downa.
- O Bosz... Ahahahahahahhaha. Nie wyrabiam. Jesteście zajebiści!
- Nie zajebiści tylko Janoskians. A tak wogóle, jestem James a to Daniel - teraz już znałam ich wszystkich.
- Janoskians? - byłam nieco zaskoczona.
- Just Another Name Of Silly Kids...
- In Another Nation - dokończyłam. - Znam was, ale nie sądziłam że was nie rozpoznam - zesmutałam.
- Ej no! Nie smutaj! - Luke rzucił się na mnie, w efekcie czego wylądowaliśmy na podłodze.
- Każdemu mogło się zdarzyć - Jai dołączył się do kanapki.
- Chcecie się dołączyć? - spytałam z sarkazmem reszty. Beau i Daniel dołączyli a James kręcił.
- O matko! - wydusiłam kiedy tyłek Jai'a znalazł się na mojej twarzy.
- Jai! Uwielbiam twój tyłek ale zabierz go  z mojej twarzy!
- Ale powiedz: Jai, twój tyłek mnie podnieca. Z chęcią zostanę twoją dziewczyną i będę go wielbić - zaszantażował mnie chłopak.
- Nie! - poczułam jak chłopak siada.
- Ugh. No dobra! Jai, twój tyłek mnie podnieca - chłopak nadal siedział.
- Jeszcze druga część.
- Ughhhh! Z chęcią zostanę twoją dziewczyną i będę go wielbić. - wstał. Wstał! Hallelujah!
- Drodzy ludzie! - Jai wszedł na stolik - przedstawiam wam moją dziewczynę, ymmm... Jak masz na imię? - szepnął w moim kierunku.
- Liz - również odszepnęłam.
- Liz. Bardzo się kochamy! Dziękuję - zszedł ze stolika, a w tle rozległy się brawa tłumu.
- Żeby nie było. Ja mówiłem na serio. - wyszeptał.
- Idziemy! - poczułam ramię Jai'a na mojej talii.
- Chodź mój chłopaku.
- Dobrze moja dziewczyno.



------++++++-------
Cześć!
Bardzo dziękuję Anonimkowi za komentarz :* Dlatego pojawił się imagin z Jai'em.

Proszę o komentarze. Przy 200 wejściach na bloga jest jeden komentarz! Dla was to nie wiele, a dla mnie to satysfakcja i napływ weny! Chcę wiedzieć, że to co robię ma sens.

Także ten teges...

Komentujcie!

środa, 28 stycznia 2015

*1... 2... 3... SING!*

Późny wieczór. Przy barze pełno facetów, topiących swoje smutki w alkocholu. Skinięciem ręki poprosiłem barmana o kolejkę. Siedziałem obok jakiejś dziewczyny. Uznałem, że wypada się zapoznać, skoro prawdopodobnie spędzimy razem wieczór.
- Przepraszam bardzo, moje imię to miło cię poznać - mrugnąłem do niej na co odpowiedziała śmiechem.
- Ja jestem Nicol - zaśmiała się ponownie.
- Zapraszam - wyciągnąłem ją na parkiet gdzie ona zaczęła śpiewać piosenkę, która właśnie leciała.
Po chwili skapowałem, że ja też ją znam i dołączyłem do Nicol.
- Ooooooooo - śpiewaliśmy.
- Głośniej - szepnęła.
- Oooooooooo - zademonstrowała mi.
- Śpiewaj! - nakazała. I znowu zaczęliśmy się drzeć.
- Wszyscy faceci się na ciebie gapią - burknąłem.
- Ale tańczę z tobą - jednym krótkim zdaniem ucięła dyskusję.
- Czy ty też to czujesz? - spytałem - Miłość płonie, a ja widzę straże które pragną ugasić ten pożar w sercu.
- Tak, od stóp do głów. - uśmiechnęła się.

Dopiero potem w taksówce, zorientowałem się, że ona mnie znała.
Wziąłem notatnik i zacząłem pisać piosenkę.

It's late the evening
Glass on the side I've been sat with you
For most of the night
Ignoring everybody here...

poniedziałek, 26 stycznia 2015

*Amnesia*

Przeczytaj notkę pod rozdziałem!

Westchnąłem cicho. Siedziałem nad rzeką na naszym kamieniu. Odkąd ze mną zerwałaś, byłem tu już kilkanaście razy. Co mnie trzymało? Wspomnienia.
Te wszystkie lekcje które opuszczaliśmy po to, aby pobyć w swoim towarzystwie. Ponownie westchnąłem i rzuciłem najbliżej leżącym kamieniem w wodę.

I though about our last kiss xx

Tak, dokładnie to pamiętam... Byłaś taka niepewna... Urocze - uśmiechnąłem się sam do siebie.
Smakowałaś miętowymi lodami, na które chwilę wcześniej cię zaprosiłem. Przez dwa tygodnie szkoła rozmawiała tylko o nas. Z kieszeni wyciągnąłem telefon i otworzyłem galerię.
Tak, nadal je mam.
Te wspomnienia zapisane w formie elektronicznej.
Przewijałem palcem po ekranie wyświetlając kolejne zdjęcia.
To z balu, a to nasz pierwszy obiad z rodzicami... O! A to znowu nasza rocznica w Wesołym Miasteczku... Zdecydowanym ruchem wyłączyłem ekran i schowałem twarz w dłoniach.
Dlaczego to tak boli?

Chciałbym obudzić się z amnezją, i zapomnieć o tych wszystkich głupich rzeczach...

Czy ja naprawdę tego pragnę? Zapomnieć o najlepszych chwilach mojego życia?
Kiedy ostatnio, powiedzieli mi, że jesteś szczęśliwa z innym... Miałem ochotę rzucić się pod najbliższy samochód. Nie zrobiłem tego.

Czemu?

Nie wiem. Nie miałem odwagi... A może liczyłem na nagły zwrot akcji? Że wrócisz do mnie?

Kiedy on cię rani, czy wspominasz moje słowa?

To mnie zastanawia. Czy on tak samo dba jak ja? Czy jest przy tobie na każde zawołanie?

Tak. Jednak chciałbym. Chciałbym obudzić się z amnezją, bo boli mnie fakt, że z nim jesteś szczęśliwsza...

I wish thaf I could wake up with amnesia,
And forget about this stupid little things...

***

Wiem że krótki ale tak miał być.
Pamiętaj,
czytasz=komentujesz!

Ogłoszenia parafialne

Nie, nie zawieszam. Po prostu od teraz nastąpi taka seria shotów inspirowanych różnymi piosenkami. Będzie ich ok. 15. Pierwszy pojawi się jutro.
Do napisania,
LYA xx

#James McVey

- Witamy w kawiarni Sturbucks. Czy mogę przyjąć Twoje zamówienie? - wyrecytowałam standardową formułkę. Z powodu braku zainteresowania ze strony klienta podniosłam wzrok.
Przede mną siedziała jaszczurka czy jak to tam nazwać.
- Hmm... - ciekawe skąd ona się tu wzięła.
- Oh, widzę że poznałaś już Rexa - obok mnie jak spod ziemi wyrósł chłopak. Popatrzyłam na niego.
- Znam cię - wyszczerzył zęby.
- Tak? - uniosłam brwi - Jesteś psychicznym mordercą?
- Hmmm... Przeszkadzało by ci to? - zbliżył się do mnie nie zostawiając między nami żadnej wolnej przestrzeni.
- Hej! Ty masz pracować a nie gadać! - moja szefowa. Urocza kobieta *sarkazm*.
- Już, przepraszam - przewróciłam oczami.
- I nie rób głupich min bo ci z pensji obetnę  warknęła po czym wróciła do poprzedniej czynności, którą było piłowanie wściekle różowych paznokci.
- Urocza osóbka - skomentował chłopak.
- Nawet nie wiesz jak bardzo. - ziroznizowałam.
- Słuchaj... Emmm.. Nie wiem jak masz na imię. Mógłbyś dać mi przestrzeń do pracy?
- Connor.
-Co?! - niezrozumiałam.
- Connor jestem. A ten chłopak co stoi za tobą od 10 min to James.
Odwróciłam się gwałtownie. Za mną stał uśmiechnięty blondyn.
- Hmmm... Siądźcie gdzieś zaraz przyjdę - powiedziałam. Za trzy minuty kończy się moja zmiana.

***

Po upływie wyznaczonego czasu dosiadłam się do stolika Connora i James'a.
- Jestem - odetchnęłam z ulgą.
- To ja zapraszam na kawę. - wyszczerzył się James.
- Błagam tylko nie tu - jęknęłam cicho.
- No raczej. - Connor puścił mi oczko. - Idziemy do nas.
-Ale ja nic o was nie wiem - zaczęłam się bronić.
- To się dowiesz - James przerzucił mnie przez ramię i po chwili znaleźliśmy się pod ich domem.
- Zapraszam - szarmancko otworzył przede mną drzwi.
- Więc ja jestem Connor Ball a to jest James McVey...
Sparaliżowało mnie. To nie może być ten McVey!
- Jak mają na imię twoi rodzice? - spytałam lekko drżącym głosem.
- Daniell i Rick - nie to nie może być ON! - A co?
- Wiem, że to zabrzmi psychicznie, ale... - przęłknęłam ślinę - Ja... Jestem... Amy McVey córka Ricka McVeya i Daniell Sharper.
Chłopaków zamurowało.
- T-t... To ty? - po dłuższej chwili wydusił Con.
- To ty jesteś tą zaginioną siostrą o której on ciągle gada? - upewnił się Ball.
- Tttak - nie chciałam patrzeć na Jamesa. Bałam się...
- Siostro - poczułam jak jego ramiona oplatają mnie.
- Już nas nic nie rozłączy.
- Forever?
- And togehter.

czwartek, 22 stycznia 2015

#Luke Hemmings

Jak co dzień, spokojnie szłam do szkoły, mijając jak zwykle listonosza, panią Hood i jej syna który do mnie pomachał. Nie było  tym nic dziwnego, w końcu chodziliśmy razem do klasy, no nie?
- Cześć! - z piskiem przyleciały do mnie Kate i  Cindy.
- Hej - przytuliłam je lekko. Wkurzało mnie to przymusowe witanie, ale cóż... Nie jest się w elicie za darmo. Niestety!
- Co tam słychać? - spytałam
- A wszystko po staremu... - zaczęła Kate ale Cindy przerwała jej w pół zdania.
- Widziałaś tego nowego? Podobno to kolega Ashtona - pisnęła podekscytowana blondi. Wkurzało mnie to wszystko, ale posłusznie spojrzałam we wskazanym przez nią kierunku.
Pod ścianą stał wysoki blondyn z kolczykiem w wardze. Obok niego stał Irwin, Hood i Clifford.
- Cześć - Ash dźgnął mnie w bok. Znajomi twierdzili że zachowujemy się jak para ale byliśmy tylko dobrymi przyjaciółmi.
- Cześć Ashton - mruknęła uwodzicielsko Cindy, podchodząc.do chłopaka i całując go w policzek.
- Przedstawisz nam swojego kolegę? - rzuciła zalotnie Kate.
- Hmmm... No dobra - odparł chłopak jakby był niepewny losu swojego kumpla.
- Luke Hemmings - blondyn skłonił się, na co dziewczęta zachichotały rumieniąc się.
Nowy popatrzył na mnie rozbawiony jakby pytając się, czy zawsze to tak wygląda. Skinęłam głową. Taka była prawda. Te dwie zachowywały się praktycznie jak dziwki. Więc dlaczego się z nimi przyjaźnię? Nie wiem. Ale mam nadzieję, że nie stanę się taka jak one.
- Ja jestem Emily, a to Cindy i Kate. - wskazałam dłonią na roześmiane blondynki.
- Miło mi.
- Hej, Vick, robię dzisiaj imprezę, wbijasz? - rzucił hasłem Mikey. W zasadzie z nim, jak i Ashem oraz Calumem miałam lepszy kontakt niż z dziewczynami. Może dlatego że oni nie byli fałszywi....
- Jeszcze się pytasz? - dzisiajniebieskowłosychłopak zaśmiał się.
- To było do przewidzenia.
Zadzwonił dzwonek.
- Dobra, my spadamy, mamy WF widzimy się na lunchu - Cal mnie przytulił a Luke puścił nam oczko. Jestem pewna że tamte dwie już miały mokro w majtkach.
- O! M! G! - Kate pomachała rękami.
Ja tylko uśmiechnęłam się i ruszyłam na lekcję.

****

Nadeszła wreszcie upragniona chwila. Czas lunchu. Razem z moimi 'przyjaciółkami' ruszyłam do stołówki. Uśmiechnęłam się do kobiety za ladą i poprosiłam o sałatkę. Kiedy odebrałam swoją porcję, ruszyłam do wolnego stolika.
- Hej, można? - obok mnie zatrzymał się Luke.
- Po co się pytasz, jasne że tak - uśmiechnęłam się.
- Ooooo... Heeej! - pisnęła Kate uwieszając się na chłopaku na co on spojrzał na mnie z przerażoną miną. Stłumiłam śmiech.
- Cześć - przy stoliku pojawiła się reszta bandy. Reszta lunchu upłynęła na luźnej rozmowie.
- To widzimy się u mnie. - rzucił Clifford na pożegnanie. Luke podszedł i mnie przytulił.
- Daj mi twój numer - wyszeptał, po czym się odsunął.
- 628816201 - podyktowałam a chłopak puścił mi tzw. strzałkę.
Zapisałam jego numer i rozeszliśmy się.

***

- Cześć! - krzyknęłam wchodzàc do domu.
- Siema sis - z kuchni wyłonił się Max.
- Idę na imprezę do Clifforda. - poinformowałam go na co tylko skinął głową.
Odrobiłam zadanie i zaczęłam przygotowywać się na imprezę. Ubrałam czarną bokserkę i czarne rurki. Delikatny makijaż i gotowe.
- Siemason! - rzuciłam się na Mikeya który witał gości.
- Hej! Luke już jest - na wzmiankę o jego kumplu zarumieniłam się.
- Cześć Vic - na dźwięk jego głosu uśmiechnęłam się.
- Witaj Luke.
- Drinka? - spytał.
- Z chęcią - przytaknęłam.
- Ymmm... Muszę iść - rzucił po 10 minutach rozmowy. Powiedziałam coś nie tak?
- Witajcie! Jesteśmy 5 seconds of summer!!!! - spojrzałam na scenę. Kiedy zobaczyłam znajome twarze uśmiechnęłam się. Chłopcy zagrali kilka piosenek, po czym Luke podszedł do mikrofonu.
- Tą piosenkę napisałem sam. Chciałbym ją zadedykować dziewczynie, którą poznałem jakieś 6 h temu. To dla ciebie - powiedział patrząc mi w oczy. - Piosenka nosi tytuł "Kiss me". Mam nadzieję, że wam się spodoba.
- Ah... To pewnie o mnie - obok mnie westchnęła Kate.
- Na 100% - dodała Cindy.
Zrobiłam to co robię od 6 h. Uśmiechnęłam się i wróciłam do obserwowania wokalisty.

--#--#--#--#--#+x+#--#--#-+#--#--

Wiem ze kiepski ale pisany na szybko i z goraczka. Nie chcialam zawiesc czytelnikow bloga o ile tacy sa. PROSZE JESLI KTOS TO CZYTA NIECH SKOMENTUJE! DLA WAS TO NIC A DLA MNIE WIELE. CHCE WIEDZIEC CO SADZICIE! PROSZE xx

poniedziałek, 19 stycznia 2015

#Beau Brooks

- Cześć! - dosiadł się do mnie jakiś chłopak. Popatrzyłam na niego. Markowe czarne Ray Bany zasłaniały oczy, a niebieska czapka z napisem "OBEY" była tak cholernie charakterystyczna.
- Cześć Jai - przywitałam się z chłopakiem bez zawachania.
- Akurat ja jestem Luke - zachichotał.
- Przepraszam - zarumieniłam się - ale na twojej czapce pisze "Jai Brooks".
Tym razem to on się zarumienił.
- Ups... Znowu się pomyliliśmy. - popatrzył na mnie.
- Długo jeździsz? - spytał wskazując na waveboarda leżącego obok mnie.
- Jakieś trzy lata - wzruszyłam ramionami. Nigdy mnie to szczególnie nie interesowało. Czerpię z tego przyjemność i to się liczy.
- Nauczysz mnie? - zrobił maślane oczka.
- Eh... No dobra, ale w zamian za to poznasz mnie z Beau - zaszantażowałam go.
- Dlaczego on ma większe branie? - wkurzył się.
- No bo to BB - zaśmiałam się.
- Aha! Foch! - odszedł kawałek.
- Dobra, nie chcesz się nauczyć, to nie - wstałam i zaczęłam iść w kierunku domu.
- Ugh... Zaczekaj! - krzyknął za mną Luke.
- Chodźmy do domu to cię poznam z resztą - odparł zrezygnowany na moje spojrzenie.
- Jeeej! - zaczęłam skakać. Popatrzył na mnie dziwnie.
- Jesteś psychiczna? - spytał niepewnie.
- Huehuehue NIE! - wrzasnęłam robiąc tzw. downa.
- W co ja się wpakowałem - jęknął chłopak.
- Wpakować to ty możesz porno do walizki - puściłam mu oczko i ruszyłam w kierunku który według mnie był właściwy.
Kiedy chłopak już pozbierał zęby z ławki, dogonił mnie i rzucił:
- Nie w tą stronę - posłusznie ruszyłam za nim.
- A co do porno... To tylko z tobą - mruknął.
- Słaby tekst - popatrzyłam na niego z rozbawieniem.
- Wiesz, dopiero się uczę - mrugnął do mnie.
- To jak do tej pory wytrzymałeś? Przecież ty jesteś niewyżyty! - spojrzałam na niego zdumiona.
- Wiesz, do tej pory one same się pchały do mnie, a tu nagle pojawia się jakiś wyjątek, który woli mojego starszego brata. Jest to dla mnie nowa, nieznana do tej pory sytuacja - powiedział chłopak.
- Cóż, życie jest pełne niespodzianek - wzruszyłam ramionami.
- To co...
- Co co?
- Ale, że co co co? - spojrzał na mnie zdumiony.
- No o co ci chodzi - strzeliłam face palma.
- Aaa! Chodziło mi o to co z tym porno - wyszczerzył się.
- Zapomnij - wystawiłam mu język, na co on odpowiedział tym samym.
- Popatrz synku, to jest właśnie to o czym ci mówiłam, mając na myśli upośledzenie psychiczne - powiedziała starsza pani wskazując na nas palcem.
Spojrzeliśmy po sobie i wybuchliśmy śmiechem. Nadal zataczając się z powodu głupawki dotarliśmy pod dom Brooks'ów.
- Beeaaauuu!!! Geju chodź tu! - wrzasnął Lukey wchodząc do mieszkania. Ja ruszyłam za nim rozglądając się na wszystkie strony z zaciekawieniem.
- Luke... Naprawdę nie śmieszą mnie męscy striptizerzy poprzebierani za klauny - umęczonym głosem powiedział starszy brat, wchodząc do pomieszczenia w którym się znajdowaliśmy.
- Beau!!!! - rzuciłam się na niego z piskiem. Chłopak, niczego się niespodziewający odruchowo mnie złapał.
- Nie wierzę, że to ty! - powiedziałam i wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że najstarszy Brooks nie ma na sobie koszulki. Zeszłam z niego rumieniąc się lekko.
- Cześć! - chłopak uśmiechnął się ciepło.
- Patrz Beau... Ta piękna dziewczyna, zamiast umówić się ze mną, stwierdziła, że chce Cię poznać - Luke zarzucił rękę na ramię chłopaka.
- No bo nie oszukujmy się geju, ale ty nie jesteś seksowny - Beau przesunął ręką po włosach, powodując tym samym ich zmierzwienie.
- Coś ty powiedział?! - bliźniak Luke'a - Jai - rzucił się na plecy ich starszego brata.
- Ani mi się waż obrażać mojego braciszka! - powiedział przytulając do siebie Lukey'a.
- Awww! - to było jedyne na co było mnie stać. Jai popatrzył na mnie i podszedł.
- Cześć maleńka, jesteś wielka -cmoknął w powietrzu. Zaczęłam się śmiać. Normalnie dostałam jakiejś głupawki. Wyjebałam się na dywanie i płakałam ze śmiechu. Luke patrzył na mnie ze zrozumieniem, Beau z zaciekawieniem, a Jai... Cóż, Jai był urażony.
- Prze.. Przepraszam - wykrztusiłam dławiąc się śmiechem - Kto was uczył tych tekstów?! - znowu zaczęłam się śmiać.
- Może przynieść ci wody? -zaproponował Beau.
- Tak poproszę - powiedziałam, kiedy opanowałam się choć trochę.
- Dzięki - przejęłam szklankę i upiłam łyk.
- Uhhh... Od razu lepiej - westchnęłam po czym spojrzałam na Jai'a i znowu dostałam napadu głupawki.
- Hahahahahahahahahahahahahah - zwijałam się ze śmechu.
- Jai idź stąd. I ty Luke też - starszy wygonił ich machnięciem ręki.
- Hej! Już spokój! - pomachał mi ręką przed nosem.
Posłusznie się uspokoiłam.
- To co teraz?
- Nie wiem, może...
- Cześć! Gramy w Fifę graaa... Dzień dobry! - do pokoju wpadł James.
- Cześć James! - pomachałam mu. Chłopak popatrzył na Beau pytająco.
- To koleżanka Luke'a - wyjaśnił krótko.
- Aaaa! - przeciągnął Yammouni.
- Hmm... Czyli Fifa nieaktualna - zaczął się zbierać do wyjścia.
- Nie czemu? Możecie zagrać, ja i tak już muszę iść - wstałam i ruszyłam do drzwi.
- Nie czekaj! - Jai wpadł do pokoju i wylądował pod moimi nogami. Podniósł głowę i uśmiechnął się do mnie. Za nim wyszedł Luke zacierając ręce.
- Czemu go popchałeś geju? - James wskoczył mu na plecy. Beau stanął za nimi i zaczął wykonywać ruchy jakby ich pieprzył.
- Aaaa!! Ohh... Bee..AU! Zwolnij! - zaczął jęczeć Jai.
- Hahahahahahahahahhahahahah - ja z nimi nie wyrabiam.
- To co zostaniesz u nas na noc? - Jai zrobił minę słodkiego pieska, co w jego wydaniu wyglądało jakby go prąd kopnął.
- Po tym co tu odstawiliście... - zawiesiłam głos, a chłopak posmutniał.
- Oczywiście, że tak! - bliźniacy zaczęli skakać wokół mnie i piszczeć.
- Ale śpię z...
- Ja jestem zajęty - wtrącił James.
- Ze mną ! - krzyknął Jai.
- Ze mną - natarł na niego Beau.
- Aha. ŻAL! - wrzasnął Luke - mnie zna najdłużej.
- To może teraz pozna innych? - zasugerował James, na co Luke zmierzył go morderczym spojrzeniem.
- To dobry pomysł. A że Jai jest bliźniakiem Luke'a to nie ma między nimi różnicy. A zatem, śpisz ze mną - najstarszy Brooks się uśmiechnął.
- Ej no! - wrzasnęli równocześnie.
- Wy nie macie nic do gadania - Beau otworzył przede mną drzwi do swojego pokoju.
- Coś czuję, że to będzie początek wielkiej przyjaźni...

niedziela, 18 stycznia 2015

#It hurts know that you're happy... 1.0



- Heeej! - z głośnym hukiem spadając ze schodów wylądował na mnie Michael. Tak, ten Michael. Michael Clifford. Nasuwa się pytanie: "Co ja robię w jego życiu?"
Pff.. Sama chciałabym to wiedzieć... To był przypadek...
-Mamo wychodzę - krzyknęłam głośno trzaskając drzwiami. Szłam na kolejną przechadzkę po okolicy. Zbiegłam po schodach, rozplątując po drodze kabelki od moich czerwonych słuchawek. Wsunęłam na nos czarne Ray Bany i ruszyłam przed siebie z dudniącą w uszach piosenką "TNT" znakomitego, rockowego zespołu... AC DC!!!!
Tak, wiem... Dziewczyna słuchająca hard rocka... Niecodzienny widok.
- Uważaj jak łazisz - burknęłam, kiedy wpadł na mnie jakiś chłopak.
- Cicho! Uciekaj! - wtedy zauważyłam biegnące za nim jakieś trzydzieści piszczących i płaczących dziewczyn.
- Czyżby byłe cię goniły? - powiedziałam niemiło.
- Zamknij ryj i biegnij - pociągnął mnie za sobą. Zatkało mnie, ale posłusznie ruszyłam za nim. Byłam dobrą sprinterką, dlatego zgubiliśmy ich w ciągu 15 minut. Zatrzymaliśmy się głośno dysząc.
- Teraz m wytłumaczysz co to było- wycelowałam w niego oskarżycielsko palcem.
- Fanki - wzruszył ramionami jak gdyby nigdy nic. Przyjrzałam mu się uważniej. Te włosy, oczy... Skądś go kojarzę. Strzeliłam głośnego palmface'a.
- Znam cię - chłopak zaśmiał sie.
- No to miło... Ale tak jakby ja nie wiem kim ty jesteś. - podrapał się po karku.
- Ah, no tak - strzeliłam drugiego palmface'a ale tym razem tylko w myślach.
- A więc...?- przeciągnął chłopak a ja przyłapałam się na tym że się w niego wpatruję.
- [T.I] jestem. - przedstawiłam się nie chcąc wyjść na jeszcze większą idiotkę.
- Ładnie - wyszczerzył się Michael.
- Ey Clifford, nie pozwalaj sobie - szturchnęłam go przyjacielsko w ramię.
- Zapraszam - chłopak otworzył przede mną drzwi. Popatrzyłam na niego zdziwiona.
- No jakby nie było jesteśmy dość daleko od miejsca w którym się znaleźliśmy a poza tym sądząc po tym że mnie rozpoznałaś, to jesteś naszą fanką i NIE WIERZĘ że nie chcesz poznać reszty zespołu - wyszczerzył się.
- A skąd wiesz że jestem fanką? Może akurat was hejtuję i stąd cię znam? - spytałam go. Mina mu zrzedła.
- Żartowałam, uwielbiam was - poczochrałam go po włosach.
- To co jedziemy? - chłopak posłał mi najpiękniejszy uśmiech na świecie.
- Jasne - odpowiedziałam.
- OMFG!!! Jestem taka podekscytowana!! Wreszcie poznam najseksowniejszego chłopaka na tym świecie!! - zaczęłam piszczeć.
- Ekhem. Mnie już poznałaś - zaśmiałam się.
- Mówię o Ashtonie!
- Nieprawda!
- Prawda!
- Kot!
- Co? - zbaraniałam.
- Nic. - chłopak wzruszył ramionami.
Popatrzyłam na niego dziwnie.
- Okeeejjj... - przeciągnęłam.
- Wchodź - przekręcił klucz i wpuścił mnie do domu.
- Chłopaki! Chcę wam kogoś przedstawić - wrzasnął i po chwili przede mną w równym rządku ustawiła się reszta 5sos.
- Ash! - rzuciłam się z piskiem blondynowi na szyję przez co wylądowaliśmy na kanapie.
- Rozumiem, że chcesz się znaleźć ze mną w łóżku ale myślę, że będzie nam lepiej bez świadków - mruknął cicho do mojego ucha.
- Ey no! Mnie tak nie przywitałaś - fochnął się Mikey.
- Bo to Ash - wzruszyłam ramionami jakby to było banalnie proste.
- Dobra, więc ja jestem [T.I] a was znam więc nie musicie się przedstawiać. - uśmiechnęłam się.


- Halo! Ziemia do [T.I] - Mikey pstryknął mi palcami przed nosem.
- Czemu się zamyśliłaś? - spytał zaciekawiony.
- Wspominałam nasze pierwsze spotkanie.
- Oh yeah... Jak cię tylko zobaczyłem to wiedziałem, że się zaprzyjaźnimy.
- Chyba raczej jak na mnie wpadłeś - zauważyłam złośliwie.
- Oj tam oj tam - zaśmiał się.
- Dziękuję za to że jesteś - przytuliłam go mocno - Kocham Cię bracie.
- Ja ciebie też siostrzyczko... Ja ciebie też...

Przecież losem rządzi przypadek?

czwartek, 1 stycznia 2015

#Ashton Irwin

Wystukiwalam rytm, uderzając palcami w szkolną ławkę. Rozejrzalam się po klasie. Nie tylko ja byłam znudzona. Pan Higgings nigdy nie mówił ciekawie. Po chwili usłyszałam jak ktoś zaczyna stukać długopisem wpasowując się do wystukiwanej przeze mnie melodii. Odwróciłam się. Trzy ławki za mną siedział niejaki Ash... Gwiazda szkolnej estrady. Razem z 3 przyjaciół grał w zespole 5sos, 5 Seconds Of Summer.

Muszę przyznać, że grali całkiem dobrze. Widząc, że mu się przyglądam uśmiechnął się. Odpowiedziałam na ten gest i odwróciłam się do tablicy. Popatrzyłam na zegarek. Jeszcze 15 minut... Aghhh!!! Nie wytrzymam! Jęknęłam cicho, na co wkurzony nauczyciel nakazał mi opuścić klasę. Przejechałam ręką po twarzy rozluźniając się. Mam wolne... Po chwili usłyszałam trzask zamykanych drzwi za mną. Po raz kolejny obejrzałam się i po raz kolejny zobaczyłam Ash'a. Dotknął ucha, lekko się krzywiąc. - Pan Higgings to ma jednak mocną rękę - zaśmiałam się. - Za co wyleciałeś? - spytałam nadal rozbawiona. - Uznajmy, iż nie mniemałem, że na lekcji nie wolno wydobywać z gardła dźwięków adekwatnych do układających się w niezrozumiałą dla śmiertelnika symfonię dźwięków. - zakończył z poetycką pozą. - Jednym słowem, zacząłeś śpiewać? - popatrzyłam na niego. Skrzywił się. - Moja wersja brzmi lepiej - roześmialiśmy się i ruszyliśmy w stronę parku. Szliśmy w niekrępującej ciszy. - Zapraszam na kawę - Ashton otworzył przede mną drzwi do Sturbucksa. - OMFG! OMFG! Nie wierzę!! Zostałam zaproszona przez Ashtona Irwina do kawiarni! Czekaj tylko napisze na fb i tt! - wybuchnęliśmy głośnym śmiechem. - Dzięki - podziękowałam kiedy podał mi frappucino. - Nie ma za co. Chodź się przejść - wybiegł nie biorąc reszty. Zaśmiałam się i pobiegłam za nim. Znalazłam go przed fontanną. Stał do mnie tyłem, więc korzystając z okazji pchnęłam go do środka. Nie przewidziałam że chłopak pociągnie mnie za sobą. Teraz leżeliśmy cali mokrzy i zalewaliśmy się z sytuacji. - Wiesz co Irwin, całkiem spoko z ciebie gość - uśmiechnęłam się do blondyna. - Wiesz co, [T.N] całkiem spoko z ciebie gościówa - znowu wybuchliśmy śmiechem. - Chodź do mnie, dam ci coś na przebranie - wyciągnął rękę pomagając mi wstać i wyjść z fontanny. Wróciliśmy pod szkołę po jego samochód. Wytrzeszczylam oczy widząc jak kieruje się ku czarnemu BMW. - Zarobiłem na koncertach z chłopakami - wyszczerzył się. - Wow... Cudne jest... - przejechałam palcem po karoserii. - Zapraszam - otworzył przede mną drzwi. Wsiadłam a za chwilę chłopak pojawił się po mojej prawej stronie. - To... Gdzie mieszkasz? - spytałam zaciekawiona. - Zobaczysz - uśmiechnął się tajemniczo. - Ale uprzedzam, że nie mieszkam sam. - Wiem. Mieszkasz z Calumem, Luke'em i Michael'em. Razem tworzycie zespół 5sos. Tadaaaam! - roześmialiśmy się. - Od razu uprzedzam przed Cliffordem. Nie wiadomo jaki kolor bedzie dziś miał. - powiedział otwierając przede mną drzwi. - Ash, ty geju, gdzie byłeś? - wydarł się Cal wychodząc z salonu. - Hmmm... - mruknął widząc mnie. - Ty nie jesteś Ash - stwierdził po chwili oględzin. - No co ty nie powiesz - sarkastycznie rzucił Ashton, zamykając drzwi. - Czeee... Hej śliczna! - rzucił Luke dołączając do naszej grupy. - Cześć Lukeeeeey! - rzuciłam się na niego. - Wow Wow! Spokojnie, starczy mnie dla wszystkich - wydusił kiedy reszta rzuciła się na nas i leżeliśmy na podłodze jako wielka kanapka. - Jeszcze ja! - na górze wylądował Michael. - Help! - wymusiłam z siebie wydobycie głosu. - Chodź dam ci coś na przebranie - Irwin pociągnął mnie za sobą, kiedy wydostaliśmy się z tej ludzkiej plątaniny. Weszliśmy do jego pokoju. W kącie zobaczyłam stojącą perkusję. - Trzymaj - podał mi jakiś podkoszulek i dresy. On sam ściągnął koszulkę która miał na sobie. - Nie ubierasz się? - spytałam go zdziwiona. - A co, rozpraszam cię? - Zaśmiał się. - Nie masz czym - wytknęłam mu język. Zrobił obrażona mine i wyszedł. Przebrałam się i zeszłam na dół. Michael popatrzył na mnie - Zajebiste buty, idziemy się jebać? - Okej - rzuciłam. - To zapraszam - złapał mnie za rękę i pociągnął na górę. Miny chłopaków - bezcenne. Zaśmiałam się pod nosem. - To co robimy? - spytał kiedy znaleźliśmy się w jego pokoju. - Nie wiem, porozmawiajmy - uśmiechnęłam się. - Gramy w 20 pytań? - zaproponował na co z radością przytaknęłam. - Ulubiony kolor? - spytał. - Niebieski. Kolor włosów jutro? - moja kolej. - Hmmm... Niebieski - mrugnął. - Co sądzisz o Ash'u? - Jest całkiem spoko - wzruszyłam ramionami. - Ewww... I tylko spoko? Nie podoba ci się? - zachichotał niczym swatka. - Yyy... Nie - skłamałam. - Tsaa... Jasne, ale powiem ci coś w tajemnicy - rozejrzał się i nachylił do mnie. Czułam jego ciepły, lekko miętowy oddech na mojej szyi. - Ty też mu się podobasz - poczułam chłód kiedy się odsuwał. - Ash! - kiedy blondyn się pojawił, Mikey wstał i powiedział: - Nie spieprzcie tego oboje - i wyszedł. - Chyba musimy porozmawiać...