Uwaga! Rozdział zawiera wulgaryzmy! Czytasz na własną odpowiedzialność!
Tak! Tak!
- 21 maja! - wpadłem do domu z wrzaskiem. Z pokoju wyszedł Ashton w samych bokserkach. Gdybym był dziewczyną pewnie by mi stanął.
- Gdybyś był dziewczyną nie miałoby ci co stanąć - Ashton spojrzał na mnie z rozbawieniem. Zaraz czekaj, co?! Powiedziałem to na głos?!
- Tak. Powiedziałeś - chłopak był już bardzo rozbawiony, ba! Tarzał się po podłodze.
- Chyba muszę nad tym popracować - wyszczerzyłem się do kumpla.
- Musisz - był roześmiany. Za to właśne go lubiłem. Za optymizm.
- 21 maja! - wrzasnąłem ponownie.
- No dzisiaj jest 21 maja. I co z tego?
- Willis organizuje wyścigi! - krzyknąłem szczęśliwy.
- Nie pójdziesz - stanowcz stwierdził Ash.
- Niby czemu? - wkurwiał mnie. Ojca zgrywa.
- Pamiętasz jak ostatnio to się skończyło?
Przewróciłem oczami. Trochę kłopotów z policją.
- Nie zachowuj się jak dziecko. Nigdzie nie idziesz.
Przyparłem chłopaka do ściany.
- Jesteś pewien? - wysyczałem z wściekłością w oczach.
Widziałem przerażenie w jego spojrzeniu ale nie obchodziło mnie to.
- Michael - wychrypiał - Tak nie może być. Musisz się leczyć.
- Niby dlaczego? - puściłem go. Chłopak z głośnym jękiem uderzył o podłogę.
- Jesteś zbyt agresywny. Masz problemy z agresją.
- Gówno prawda - splunąłem.
- I tak pójdę na te wyścigi - spojrzałem wyzywająco Irwinowi w oczy.
- To idź. Ale nie dzwoń później z płaczem że cię psy mają - on też się wkurwił.
Jeszcze chwilę mierzyliśmy się wzrokiem po czym wyszłem.
No kurde! Co on sobie myśli?!
Zatrzymałem się koło mojego domu i pobiegłem do garażu. Tam odpaliłem moje cacko i motorem wyjechałem na ulicę.
- Cześć - rzuciłem parkując koło starej fabryki.
- Siema Mikey - moi ludzie od razu mnie obskoczyli. Cena sławy. Nie żeby mi to przeszkadzało, heheh.
- Ścigasz się z samym Willisem - Calum poklepał mnie po ramieniu. W oddali zobaczyłem Luke'a. Aha, czyli tylko Ash mnie wystawił. Zajebiście kurwa!
- Z kim jedziesz? - Jane otarła się o mnie.
- Jeszcze nie wiem - mruknąłem jej do ucha.
- Oh... W takim razie pojadę z tobą.
- Jasne - puściłem jej oczko.
- Uwaga!!! Zaczynamy wyścig!!! - wydarł się jeden z gości Willisa do megafonu.
Usiadłem na motocyklu i zaczekałem aż podejdzie do mnie Jane.
Podjechałem na linię startu, delikatnie gazując.
- Pasy!!! - wrzasnął ten sam facet.
Jak na zawołanie dziewczyny siedzące za zawodnikami wstały. Poczułem jak moja partnerka opiera się o mnie plecami i zawiązuje pas wokół mojej talii. Czułem jak jej palce delikatnie musnęły moje mięśnie na brzuchu.
- Do startu... Gotowi... Start!!!! - wystartowaliśmy. Szybko zostawiłem resztę w tle. Po chwili usłyszałem warkot drugiego motoru. Willis mnie dogania. Podniosłem przednie koło i dogazowałem. Wystrzeliliśmy do przodu ale chłopak nie dawał za wygraną.
- Pogódź się z przegraną - splunął mi pod koła i wyprzedził mnie zajeżdżając drogę.
Wkurwiłem się. Ja nigdy nie przegrywam. Poczułem napływ adrenaliny. Wygram to!!! Kurwa wygram!!!
Potem nic już nie pamiętam. Tylko pojedyncze obrazy.
Mijające światła.
Wkurwiony Willis.
Flesz.
Flaga w kratę.
Migające niebiesko - czerwone światła.
- Zsiadaj - zrzuciłem Jane z maszyny i ruszyłem zwalniając sprzęgło.
Słyszałem za sobą wycie syren. Jechałem jakieś 190 km/h więc dość szybko ich zgubiłem. Zajechałem pod dom mój i chłopaków. Poprawiłem skórzaną kurtkę i puściłem oczko do naszej 80-letniej sąsiadki. Zarumieniła się na co zareagowałem śmiechem.
- Jestem - rzuciłem kluczyki na stół po odprowadzeniu Yamahy na miejsce.
- O. Widzę że obyło się bez mojej pomocy - oh, Irwin. Jesteś taki zabawny.
- Jak poszło? - z salonu wyszła dwójka chłopaków. Czyli Cal i Luke uciekli bezpiecznie.
- Jedynka - rzucili się na mnie.
- Zajebiście kurde no! - krzyknął Cal.
- Kiedyś te wyścigi cię zabiją - Ash pokręcił z dezaprobatą głową.
- Ale póki co to twoje kiedyś nie nadeszło.
- Ale kiedy nadejdzie to nikt ci nie pomoże.
- No chodź tu do nas i jaraj się z nami - Luke go przyciągnął.
- No dobra - westchnął i przytulił się do nas.
- Po prostu się o was martwię chłopaki - poczułem jego ramiona na moich.
- Wiemy i doceniamy. Ale może spróbujesz kiedyś z nami? - zaproponował Cal.
- No jasne.
- Co się stało z tym grzecznym Ashem? - byłem zdziwiony.
- Spierdalaj Mikey. Zobaczysz, że z tobą wygram.
Pokazałem mu język. Tak wiem, bardzo dojrzale...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz