Nigdy nie byłem typem faceta, który chciał stałego związku. W moim życiu kierowałem się zasadą dwóch Z. Zalicz, zostaw. Proste, i co najważniejsze - nieograniczające.
Właśnie kierowałem się w stronę lady w klubie, za którą stała ubrana w o trzy rozmiary za małą spódnicę barmanka. Kiepska była, wystarczyło jedno spojrzenie. Wolałem kobiety o które trzeba zawalczyć. Nie takie które dają na prawo i lewo, a już tym bardziej kiedy chcą ci zapłacić, za to byś się z nimi przespał (były takie przypadki uwierzcie!).
W sali roznosił się smród alkoholu zmieszanego z potem. Ohyda... Normalnie już dawno bym opuścił tą dziurę, ale dzisiaj koniecznie potrzebowałem pocieszenia. Po tym jak doszło do awantury z Brooksami muszę się odstresować. Znowu mieli pretensje o zły towar. Ale to przecież nie moja wina, ja tylko odbieram to od Devina i dowożę jednemu z braci. I tyle!
- Hej - obok mnie usiadła dziewczyna. Popatrzyłem na nią. Brzydka, ubrana w ciuchy siostry z kilogramem tapety na twarzy. Rzygać mi się chce...
- Pa - rzuciłem zirytowany wyglądem dziewczyny. Jak kobieta może doprowadzić się do takiego stanu? Zazwyczaj inni mnie nie obchodzą ale też są jakieś granice tego co mogę tolerować, no nie?
Ale w zasadzie ja jestem mało tolerancyjny. Nie cierpię kiedy ktoś dotyka mojego auta, moich włosów, mojej perkusji. Śmieszy mnie, kiedy dziewczyny wyobrażają sobie mnie jako ojca ich dzieci.
Nie miałem ochoty dłużej patrzeć jak ludzie utapiają swoje życie w szklance Jacka Danielsa z kostkami lodu. Wybiegłem z klubu szarpiąc się z kluczykami od samochodu.
Ruszyłem w dobrze znane mi miejsce. Stara, opuszczona fabryka w Melbourne. Idealne miejsce na nielegalne bójki, prawda? Zatrzasnąłem delikatnie drzwiczki od mojego Lamborghini i ruszyłem na halę, po drodze zdejmując koszulę i rzucając ją jakiejś napalonej lasce.
- O! Irwin. - usłyszałem ten irytujący głos.
- Clifford. Michael Clifford. - syknąłem przez zaciśnięte zęby.
-Brawo. Pamiętasz mnie! To dobrze. Będziesz wiedział kogo masz błagać o litość - oddalił się, a ja patrzyłem w ślad za niebiesko-fioletowo-czarną czupryną. Muszę przyznać, że robiła wrażenie. Otrząsnąłem się. Uspokój się Ash, to dupek. Tak wiem, wysoki poziom inteligencji.
- Dobra. Jedyną zasadą... - głos 'sędziego' docierał do mnie jak przez mgłę. Patrzyłem w zielone oczy naprzeciwko mnie, wypełnione nienawiścią, chęcią urwania mi jaj, wykastrowania itd. Wiedziałem, że to będzie trudna walka.
/**/**/**/**/**|**\**\**\**\**\
Mocny cios. Za mocny do obrony. Poczułem jak liny uginają się pode mną kiedy uderzyłem ciałem o słup ringu. Zabolało.
Weź się w garść, Irwin.
Zebrałem się w sobie. Wymierzyłem jedno mocne i krótkie uderzenie. Perfekcyjnie. Zobaczyłem ciało Clifforda na podłodze i wyszczerzyłem zęby.
WYGRAŁEM!!!
****
Tą część zapewnie większość pominie, ale proszę przeczytaj.
1. Dziękuję za 300 wyświetleń. To wspaniałe.
2. Dziękuję za wszystkie miłe słowa. Zarówno w komentarzach jak i na Facebooku.
3. Polecajcie mojego bloga :)
4. KOMENTUJCIE bo inaczej będę zmuszona zawiesić.
Już nie przynudzam.
HAVE A GOOD NIGHT EVERYONE! xx
Czy bedzie jakies dokonczenie, Iz Czuje sie nie do konca spelniona😁
OdpowiedzUsuń