Razem z moją przyjaciółką łaziłam po galerii. Ona szukała ciuchów a ja tego jedynego, a raczej tej jedynej. Nie, nie jestem homo. Szukam gitary.
Jęknęłam cicho kiedy Jane wydała z siebie pisk świadczący o kolejnym "cudeńku które koniecznie musi mieć". Co z tego, że w ręce miała już 50 takich torebek. Zawsze może mieć 55.
Na szczęście obok zauważyłam muzyczny. Riff* - jeden z lepszych sklepów w okolicy. Zmyłam się z jakiegoś butiku. Lol ile można??
Na wystawie stała ona.
Moja piękna...
Tak cudownie błyszcząca...
Moja nowiutka gitara C. Giant
Czarno białe cudo...
Ahhhh...
Weszłam do sklepu gdzie z głośników dobiegała piosenka Nirvany "Rape me". Nuciłam cicho pod nosem.
- Oh przepraszam. - wpadłam na chłopaka, który trzymał w rękach gitarę. MOJĄ gitarę. Popatrzyłam na witrynę.
- Nie - jęknęłam. Była pusta.
- Czy... Czy ty - jąkałam się - za... Zamierzasz ją kupić? - przełknęłam głośno ślinę.
- Tak.
Mój świat się załamał. Jak to?! Czyli te 4h na nic?
- Ale jak chcesz... To ci ją oddam - zaoferował się - myślę że Michael - wskazał na chłopaka oglądającego wraz z innym perkusję - nie będzie miał nic przeciwko. A zresztą - machnął ręką - chodź ze mną - pociągnął mnie za rękę.
- Mikey - niebieskowłosy odwrócił się.
- Tak Luke? - Michael miał śliczne oczy. Jasnozielononiebieskie.
- Ta piękna dziewczyna - jasnozielononiebieskooki obdarzył mnie uśmiechem - pragnie zakupić tą gitarę.
- Hmmm... Jestem Ashton - rzucił mimochodem chłopak z pałeczkami w ręce.
- Boże... Miszcz zmiany tematu - westchnął brunet który właśnie do nas podszedł.
- A tak btw. Calum jestem - przytulił mnie. Przez koszulkę czułam mięśnie chłopaka.
- A te debile to: od lewej Luke Ashton i Michael, który odda ci gitarę w zamian za twój numer telefonu.
- Aż tak przewidywalny jestem? - zdziwił się.
- Trochu
- No okej... To jak? Umowa stoi? - spytał Michael.
- Stoi - przytaknęłam.
- Mi też - powiedział Ash. Czyli już wiemy kto jest tym zdemoralizowanym.
- Zbok - skwitowałam.
- O mój Boże! - usłyszałam pisk.
- To 5sos! - około 20 dziewczyn rzuciło się na 4 chłopaków.
- Uciekaj - Ashton złapał mnie za rękę i zaczął biec do wyjścia. Na parkingu czekał czarny van, do którego zostałam gwałtownie wepchnięta.
Po chwili dołączyła do nas reszta. Zdyszani i spoceni wpadli do busa wywalając się na sobie. Patrzyłam na nich z zaciekawieniem.
W końcu nie na codzień spotyka się fejmy które w dodatku, jakby nie patrzeć, porywają cię.
- Moja gitara - przypomniałam sobie.
- Spokojnie. Mam ją - Luke potrząsnął pokrowcem trzymanym w ręce.
- Ale ja nie zapłaciłam - zaprotestowałam, kiedy chłopak mi ją wręczył.
- Cicho siedź i dziękuj Michaelowi, bo to on płacił.
Popatrzyłam z wdzięcznością na chłopaka, który się uśmiechał.
- Długo grasz? - Luke był wyraźnie zainteresowany, gdyż przekrzywiał głowę w charakterystycznym geście zaciekawienia.
- Jakieś siedem lat. Ale jestem samoukiem, więc nie gram najlepiej - uśmiechnęłam się patrząc mu w oczy. Wogóle ich nie znałam, ale jednego byłam pewna. Mieli niesamowite oczy. Luke posiadał błękitne przy źrenicy tęczówki stopniowo przechodziły w ciemny, niemal czarny granat.
- Będzie okazja - Luke zaśmiał się - żeby ocenili cię profesjonaliści.
- Wysiadamy! - zarządził, kiedy samochód zatrzymał się pod biurowcem.
Pomału opuściłam pojazd i przeskakując co drugi schodek stanęłam przed szklanymi, rozsuwanymi drzwiami.
- Czemu nie wchodzisz? - obok mnie pojawił się Luke, powodując otwarcie się drzwi.
- Czekam na was - uśmiechnęłam się niemrawo. Nie wiedziałam co oni szykują, to właśnie niewiedza zatarła moją pewność siebie.
- Spokojnie nikt cię nie zabije - Luke potarł dłońmi o moje ramiona próbując mnie uspokoić, jednak jego gest wywołał u mnie wyłącznie gęsią skórkę i motylki w brzuchu. Istne zoo.
- Witam, czym mogę służyć? - kiedy tylko przekroczyliśmy próg, podszedł do nas. Luke wdał się z nim w pogawędkę, ja natomiast oddałam się temu co kocham - obserwacji. Ogólnie, biurowiec mimo nowoczesnej konstrukcji z wewnątrz nie wyglądał na dzieło XXI wieku.
- Idziesz? - Luke zatrzymał się w pół kroku. Popatrzyłam na niego i kiwnęłam głową, kierując się pomału w jego stronę.
- Po co my tu jesteśmy? - spytałam szeptem.
- Załatwiam ci przesłuchania do collegu muzycznego - chłopak był rozbawiony - A poza tym, nie musisz mòwić szeptem.
- Oj cicho siedź! - uderzyłam go w ramię, na co załkał.
- Jesteśmy - chłopak, jak na dżentelmena przystało, otworzył przede mną drzwi. W tym momencie wolałabym, aby to on pierwszy pojawił się w pokoju w którym aktualnie się znajdowałam.
- Dzień dobry - przywitałam się. W końcu niezależnie od humoru trzeba zachować kulturę.
- Witaj - mężczyzna siedzący za biurkiem posłał mi ciepły uśmiech i poprawił się na krześle.
- Jestem Fred Clarkson, aktualny dyrektor szkoły Westmindter High School.
- Cześć - Luke przywitał się ze starszym o co najmniej 50 lat mężczyzną jak z kolegą.
- Oh, witaj drogi chłopcze - Fred przytulił mojego 'znajomego'.
- A więc tutaj masz papiery do wypełnienia - podał mi plik kartek - Egzaminy są 26 lutego, czyli masz równo miesiąc.
- Dziękuję - pożegnałam się z Clarksonem skinięciem głowy i wyszłam.
*****26.02*****
- Luke! Zdałam! - pisnęłam, rzucając się na roześmianego blondyna.
- Mówiłem ci od samego początku - wystawiłam mu język. Teraz naprawdę byłam szczęśliwa.
- Dziękuję - szepnęłam wtulając się w niego.
- Nie masz za co mi dziękować - poczułam jak klatka piersiowa chłopaka drga kiedy usiłował stłumić śmiech.
- Jesteś niemożliwy - odsunęłam się od niego kręcąc głową z niedowierzaniem.
- Chodź musimy to uczcić - pociągnął mnie za rękę.
- Lody u Misia Koali w lutym? - zaproponował.
- Z tobą zawsze.
-----
* GORĄCO POLECAN TEN SKLEP JEST ZAJ****Y W PIĄTEK PRZYWIOZĄ MI MARSHALLA DO DOMU *-*
A teraz
Enjoy xx
Warto bylo czekac na takie cudenko! Swietnie zgrane slowa, ulozone w calosc daly niesamowity efekt. Tylko tak dalej! Z niecierpliwoscia czekam na kolejne opowiadanie i dawke 'istnego zoo' (haha to mnie powalilo XD). 😂
OdpowiedzUsuńEwczii 💕
To pierwszy imagin ,który tutaj przeczytałam i odrazu mogę stwierdzić ze świetnie piszesz :))
OdpowiedzUsuń